PAN SIĘ ZAMKNIE

Ostatnio coraz częściej słyszę i czytam, że szołbiznes to straszne bagno. Towarzystwo wzajemnej adoracji, małostkowe i zawistne, które regularnie, publicznie obrzuca się błotem. Mamy tu wschodzące gwiazdki, które wzejść nie mogą, uprawiające literaturę na blogach i różnej maści portalach społecznościowych.

Mamy byłych kochanków i małżonków, nie mogących znieść rozstania, albo tego, że byłemu lub byłej nieco lepiej się wiedzie.

Mamy też ex-przyjaciółki z najwyższej szołbiznesowej półki, które poodbijały sobie chłopaków, narzeczonych, mężów, albo... popularność.
W morzu wzajemnych komplementów pojawiają się i te najbardziej wyszukane: “masz latrynę zamiast mózgu”, albo “bzyknąłeś już całą Warszawę”. I moje ulubione “ty wszechwiedząca zdziro”.

Tak. To skłania do refleksji...
Pisząc te słowa, spoglądam na widoczny w oddali budynek Sejmu, w którym czterystu sześćdziesięciu zuchów walczy o nasze wspólne dobro. By żyło się nam wszystkim lepiej. Trzymając się za ręce, codziennie trudzą się, jak sprawić, aby w kraju nad Wisłą chciało się żyć. Panuje tam ład i porządek, a wszyscy mają nienaganne maniery...

Wróć!
Niedawno cała Polska była świadkiem salonowej wymiany kurtuazji między posłami Hoffmanem i Niesiołowskim.
Jeden pan uprzejmie nakazał drugiemu panu, aby “się zamknął”, na co drugi pan z troską w głosie zapytał pierwszego, czy nie zapomniał przypadkiem wziąć leków...

Brzmiało znajomo. Mam wrażenie, że różnica między światem szołbiznesu a światem polityki jest tylko jedna.

W polityce uczestnicy nawet największej jatki mówią do siebie per “pan”.
Trwa ładowanie komentarzy...